Otrzymuj aktualizacje e-mail dotyczące nowych ofert pracy wg słów kluczowych Członek zarządu w lokalizacji Woj. Małopolskie, Polska. Odrzuć. Tworząc ten alert o ofertach pracy, wyrażasz zgodę na na warunki LinkedIn: Umowę użytkownika i Politykę ochrony prywatności. Możesz zrezygnować z otrzymywania tych wiadomości w każdej chwili. W pierwszym wypadku ochrona będzie obowiązywała pracownika do zakończenia urlopu wychowawczego, w drugim maksymalnie przez rok, chyba że pracownik wcześniej wróci do starego wymiaru czasu pracy. W tym czasie pracodawca nie może: wypowiedzieć umowy o pracę pracownika; wypowiedzieć warunków pracy lub płacy pracownika Zdarzają się sytuacje, w której pracownik nie pojawia się w pracy przez kilka dni. W dodatku nie informuje pracodawcy o przyczynie nieobecności, a wszelkie próby kontaktu ze strony Jak podkreśla się w orzecznictwie Sądu Najwyższego, przybycie do zakładu pracy w stanie pod wpływem alkoholu w celu uzyskania urlopu – jest stawieniem się do pracy w takim stanie w rozumieniu obowiązujących przepisów (wyrok Sądu Najwyższego z dnia 18 listopada 2003 r., sygn. akt I PK 5/03). Nuda w pracy – kto się nudzi, dlaczego i jakie są tego skutki. O pracy monotonnej, o zmęczeniu i wypaleniu zawodowym oraz o tym jak sobie z tym radzić i jak zapobiegać. Jeżeli jesteś pracownikiem lub pracodawcą powinieneś to przeczytać. Zazwyczaj z pracą, szczególnie nużącą i monotonną, kojarzona jest praca przy taśmie. Czas na przygotowanie się do wykonywania pracy nie zalicza się czasu pracy, pod warunkiem, że wewnętrzny regulamin zakładu pracy nie określa tego inaczej. Art. 128 §1 Kodeksu pracy. Czasem pracy jest czas, w którym pracownik pozostaje w dyspozycji pracodawcy w zakładzie pracy lub w innym miejscu wyznaczonym do wykonywania pracy. Ważne dokumenty powinny być przechowywane w bezpiecznym miejscu, ale zdarza się, że ulegają zniszczeniu lub się zawieruszą. Zgubione świadectwo pracy można odzyskać, wnioskując o wydanie duplikatu. O tym, gdzie możesz to zrobić, ile masz czasu od momentu jego utraty oraz jak powinien wyglądać duplikat, dowiesz się z lektury Spóźnienie do pracy narusza ten obowiązek, w związku z czym pracodawca może ukarać pracownika karą porządkową: upomnieniem, naganą lub. karą pieniężną. Upomnienie i naganę za spóźnienie do pracy przechowuje się w aktach osobowych w części B, przy czym po roku, jeśli pracownik nienagannie pracuje, kara jest anulowana. W takim przypadku trudno mówić o wykonywaniu pracy. Gorzej, jeśli telefonów jest cała masa, a w łóżku, oprócz termoforu i kubka z sokiem malinowym towarzyszy nam firmowy laptop. Jeżeli czujemy się źle, mamy gorączkę, boli nas gardło lub co chwilę doskwiera nam atak kaszlu, nie musimy w ogóle odbierać telefonów. Akcja- interakcja. Gdy czujesz, że dopada cię nuda w pracy, zrób sobie przerwę. Częste i krótkie przerwy zwiększają efektywność pracy! Praca w biurze wymaga maksimum koncentracji i ciszy. Rozmowy między współpracownikami często mają formę elektroniczną, poprzez komunikatory, żeby nie rozpraszać pozostałych pracowników. sHu1Ci. MagnusSE75 2018-06-05 23:03:44To się chwali, że się dziady wykruszają. Widać światełko w tunelu. Co do autokarów ja jeździłem solo, ale to sezonowa praca, więc się na miejskie przesiadłem. Tu się kręci cały rok na okrągło, ale możliwości 'zwiedzania' mocno okrojone ; -) Z moją jesteśmy 23 lata, w tym 20 po ślubie. Dla mnie nie ma problemu, jeśli chciałaby sama gdzieś wyskoczyć na parę dni, ale ona nie odważyłaby się na coś takiego. No taki typ, że woli się moich spodni trzymać :) 1~~e902018-06-06 02:38:14A jaki problem wziąść urlop i jechać razem z żoną? Jakby mi żona powiedziała że jedzie sama na wakacje to bym jej walizki wpakował i Nara. Chłop to ma być chłop a co praca ma do tego kierowca czy lekarz czy inny chce się mieć pieniążki to i życie rodzinne gorsze takie życie... Ciężko jest lekko żyć... ~~e902018-06-06 02:41:23Jakby moja żona zarabiała takie pieniądze jak Ja to bym nie jeździł proste... sama na wakacje a mąż niech za*a dalej na księżniczkę na ziarku grochu... ~Ordynator ku-ku2018-06-06 03:49:16Wszystko chyba zależy od tego czy żona na tych wczasach może się puścić. Jeśli nie, to niech jedzie:) ~remik2018-06-06 04:53:40Moja parę lat temu pojechała na 2 tyg ja zostałem w domu i jakoś żyje. Normalnie zachowujecie się jakby żony były waszymi poddanymi co o wszystko muszą się pytać. Ostatnio kuzyn szwagier i paru chłopaków było tydz na Majorce i też wszystko jest ok. nie rozumie was :/1~remik2018-06-06 04:54:09ps po co braliście ślub jeżeli sobie nie ufacie? ??1~kierowca2018-06-06 08:00:19Moja sama czasem wyjeżdża służbowo. Sporadycznie, ale jednak. Jakoś nigdy nie wpadłem na to, żeby robić z tego powodu awantury. Urlop? A niech jedzie. Tyle, że ona woli ze mną, a w zasadzie z ekipą, bo od wielu lat jeździmy zgraną paczką. Mamy auta terenowe, zjeździliśmy całą europę południową, trochę wschód. Sama na takie wakacje nie pojedzie, hotele, podobnie jak mnie, ją męczą (raz byłem na takich wakacjach hotelowych, wystarczy). 1 Majkaa 2018-06-06 13:04:26hmm Przeciez zeby was zdradzic nie musi wyjezdzac. Moze to zrobic w domu gdy wy jestescie w trasie, no chyba ze przywiazujecie im do nogi łańcuch na poltora metra by za daleko sie nie ruszala128514; Przewaznie ci co najwiecej szczekaja to maja cos na sumieniu128520; kuzyn opowiadal, ze spotkal takiego jednego. Zona ma siedziec w domu, zajmowac sie nim i dziecmi, zdjecia jej dzieciakow pokazywal, a jak podjechal alfons z tirowka na parking to pierwszy polecial na uslugi. -1 Majkaa 2018-06-06 13:06:27pytanie bylo do kierowcow ktorzy jakies tam zaufanie w zwiazku maja. Po co sie zwiazywac, skoro tak zazdrosnicy traktujecie swoje kobiety?1~Ordynator ku-ku2018-06-06 13:10:19A tak w ogóle to po co Ci opinie forumowiczów?Szukasz aprobaty lub prowadzisz sondaż? Majkaa 2018-06-06 13:15:43Taa, zbieram dane, dla programu "Rozterki kierowców". zapytalam z ciekawosci. tylko nie spodziewalam sie, ze tak wielu kierowcow jest zakompleksionych na punkcie zdrad. szczegolnie, ze w tym zawodzie aby zwiazek przetrwal potrzeba duuzego zaufania jak i dla meza tak i zony. ~Ordynator ku-ku2018-06-06 13:17:49Nie tylko takie kompleksy kierowcy mają. Majkaa 2018-06-06 13:21:46hmmm mozesz rozwinac temat? Jakie jeszcze? Majkaa 2018-06-06 13:57:03Szczególnie, dziwi mnie fakt ze przeciez nikt kierowcow do jezdzenia nie zmusza. Gdy ktos pisze o kasie, to dla mnie jest bujda. Bo wystarczy tu w kraju przejsc kursy np. Spawacza, plytkarza itp i idzie zarobic tyle ile za kolkiem (po odliczeniu kosztow wyzywienia i zycia w trasie) i byc codziennie w domu. Ale ta prace trzeba kochac i z drugiej strony to wygoda, prawda? Meczycie sie ze spedziem, nieraz na rozladunkach ale po przyjezdzie do domu macie obiad, swieza posciel, rachunki ogarniete przez kobiete, dzieciaki ogarniete, wszystko w domu/ mieszkaniu zrobione, no bo jak potrzeba remontu to kobieta musi sobie radzic tez z tym sama. A tu wiekszosc facetow uprzedmiotowila kobiete jako wlasnosc swoja, a jak sie jej nie podoba to niech spier.. ? Nie rozumiem tego, naprawde. ~Donald Truck2018-06-06 14:10:27super pomysł, non stop w pracy, żona sama na wczasach i jeszcze Turcja lub Egipt, bravo gratulujemy... ~puchatek612018-06-06 14:20:24Na wczasy jeździmy razem. Na wycieczki 'objazdowe' Europy autokarem jeździ bezemnie. Mam dość jazdy w pracy po Europie. Ktoś napisał że kierowca ciężarówki nic nie zwiedza. Nieprawda. Jak ktoś chce to korzysta. Co to za problem kupić bilet i metrem wjechać np do centrum Rzymu?1 capri 2018-06-06 14:33:45Puchatek61... głos rozsądku nareszcie... Bo wyżej to wszystkie plagi i patologie na biednych kierowców pospadały w postaci leniwych i niewiernych a rozrywkowych kobiet. Do tego jeszcze żądza władzy i posiadania nie do zaspokojenia... Karykatura to zbyt delikatne słowo. 2 irish_dude 2018-06-06 14:44:19Mądrego, to i posłuchać (poczytać) warto. Capri - ciągle czekasz, co? Ależ ci kierowcy są leniwi :-) 1~Ordynator ku-ku2018-06-06 14:47:23Duduś o mnie piszesz?Może ktoś mnie w końcu pochwali, nikt nie widzi mojej poprawy?:) irish_dude 2018-06-06 14:53:29Pisałem do capri, ale chyba nie ma jej w pobliżu :-) Kuku - pochwalę, jak będziesz pisał zalogowany i będę wiedział, z kim okoliczność. Masz za dużo podrobek, niestety... 1~Ordynator ku-ku2018-06-06 14:56:51Wiem że mam podróbki. Ale nic na to nie poradzę. Tak czy siak z wygłupami już basta. Ale gumofilcom czasami trzeba szpilkę wbić (też bardziej dla żartu). :) kiero82 2018-06-06 15:04:16Na tym forumcod pewnego czasu urzeduje banda niedorobow. Jak kuzwa można podszywac sie pod inna osobę? Jaki ktos ma w tym cel? Wprowadzic obowiazek logowania sie i bedzie porzadek, bo to co dzieje sie ostatnio, wola o pomste do nieba. irish_dude 2018-06-06 15:06:17Co do tematu, to nie za bardzo rozumiem cel założenia tego wątku. Nie wiem, czy autorka szuka rozgrzeszenia, czy tylko chce coś udowodnić. A może liczy głosy za i przeciw? Ja jeżdżę na wakacje z żoną, bo uważam, że po kilku miesiącach ciężkiej pracy, oboje zasługujemy na wypoczynek. Jednak nie oznacza to, że każdy musi podobnie - wolny wybór. Teksty typu pakuj się i nie wracaj, troszkę dziecinadą trącają, według mnie. 1~Kiero822018-06-06 15:17:29Jaja sobie ktos z tym tematem robi i tyle. capri 2018-06-06 16:21:13Tak jest, irish_dude, ciągle czekam. Nie żeby z założonymi rękami i w oczekiwaniu na cud ; ) Jak już nie będzie na co czekać i na kogo, położę się w trumnie i... zaczekam ; ) ~puchatek612018-06-06 17:25:31Po Hiszpaniach, Francjach, Italiach na wakacjach wybieramy się z małżonką i przyjaciółmi na parę dni do Lwowa. Następnie do Transsynwalii /Rumunia/by sprawdzić czy Drakulla tam czasem urzeduje. irish_dude 2018-06-06 22:39:27Capri - to mój ostatni trip przed urlopem. Jak tylko urządzę się w nowym domu, obiecuję, że wywiąże się :-) 1~Rysiek7772018-06-10 10:21:02ale dlaczego mając ponad 5tygodni urlopu żona miałaby sama jechać na wakacje? -1~Rysiek7772018-06-11 20:48:42może Twoja ma takie potrzeby bo skoro nie widzicie się tygodniami to i oddzielny urlop nie robi na niej wrażenia jacekbud 2018-06-14 19:30:58ja o moją jestem strasznie zazdrosny więc ja bym na pewno nie puscił. wiem jak moi chłopaki jeżdża po polsce albo europie kilka dni to żony to źle przechodzą a chłopaki też bo sa daleko od domu i dzieci więc cos im się należy. może jak chłopak wyjeżdza w trase to żona zamiast być sama niech gdzieś jedzie. w związku musi być zaufanie moim zdaniem. ale pewnie zalezy od człowieka1 Witam potrzebuje pomocy jestem załamana i czuję że tracę zmysły A mianowicie byłam w związku małżeńskim i mam wspaniałego syna który ma 6 lat. Ale jednak coś nie tak poszło nie wiem co zaczęłam chodzić na imprezy wyszaleć się…. Poznałam tam faceta który wiedział że, jest mąż i dziecko z imprezy na imprezę coraz bardziej coś nas ciąglo do siebie on był za mną, ja za nim trwało to długo bo 2 lata az, zdecydowałam odejść od męża facet którego poznałam tyle obiecał tylko żebym odeszła od męża zawsze będę mogła, na niego liczyć i wogole ok wzięłam wyprowadziłam się od męża zabrałam syna poszłam na wynajem ogólnie było nam z tym facetem bardzo dobrze i fajnie….. Zrobiłam wszystko co chciał bo się zakochałam…. Miałam mieszkać sama pół roku później miałam iść do niego i nagle powiedział że nie muszę czekać bo on mieszka z rodzicami i siora i ona musi najpierw skończyć szkole czyli miałam czekać 2 lub 3 lata. Od rodziców dostawał 1000 złoty miesięcznie i wedlug jego rodziny za tyle miał układać sobie życie… Więc powiedziałam że ma wybierać my z synem albo rodzina bo ja dosyć dla, nas poświęciłam…. Napisał wybieram rodzinę….. Po czym kilka dni ciszy odezwałam się pisałam dzwoniłam jak głupia ignorował wszystko po czym odezwał się w sobotę o treści jesteś zwykła oszustka nie Chce cię znać prosiłam o wyjaśnienia nie umiał odpowiedzieć nic zero ….dramat dla mnie ryczę nie jem nic. Co ja, o tym wszystkim mam myśleć to ja się czuję oszukana bo on obiecał dużo mówił ale od mówienia a czynów była daleka droga… Boli mnie to aż, tak że rady nie mogę sobie dać sama a tydzień temu dwa kochał mnie nad życie jego słowa. Czy to już jest skończone?? Dokładnie pamiętam tę chwilę sprzed ośmiu lat, kiedy przed ołtarzem przysięgałam mężowi miłość do końca życia. Na głowie miałam biały welon, a w dłoniach wiązankę z frezji. Czułam wielkie wzruszenie. Kochałam Adama, kochałam do utraty tchu. Pierwsze lata naszego związku były pasmem szczęścia i spełnienia. Pasowaliśmy do siebie jak dwa kawałki jednej pomarańczy. Długi czas cieszyliśmy się więc sobą – w weekendy wyjeżdżaliśmy na romantyczne wycieczki do Pragi czy Londynu, zimą robiliśmy wypady na narty, a latem spędzaliśmy obowiązkowo dwa tygodnie w Tunezji albo w Egipcie. Było nam dobrze, do szczęścia nie potrzebowaliśmy ani tłumu znajomych, ani… dzieci. W końcu jednak, po trzecich wakacjach na wyspie Dżerba i drugich feriach na lodowcu Hintertux w Alpach, poczuliśmy, że czegoś nam zaczyna brakować. Celu w życiu, bardziej odległego niż najbliższy urlop. Sensu nieco głębszego niż wygodnie spędzony czas i dobra zabawa. I nagle zrozumieliśmy, że bardzo chcemy zostać rodzicami Odstawiłam więc pigułki, odczekałam obowiązkowy czas, potem policzyłam, na kiedy przypadają dni płodne. Aż wreszcie nadeszła TA noc. Teraz, z perspektywy czasu, wydają mi się śmieszne te rozsypane przez męża na pościeli płatki róż, ten blask świec rozświetlających sypialnię a przede wszystkim nasz uroczysty, podniosły wręcz nastrój, z jakim przystąpiliśmy do zrobienia sobie dzidziusia. Byliśmy tacy naiwni. Wydawało nam się, że życie to romantyczny film, a prokreacja – misterium, które da się w szczegółach wyreżyserować. Niestety. Staraliśmy się miesiąc, dwa, trzy, a menstruacja pojawiała się u mnie, jak w zegarku. Z miesięcy zrobił się rok. Wciąż bez sukcesu. Zaczęliśmy się niepokoić, radziliśmy się „dzieciatych” znajomych, którzy uspokajali, że na pewno następnym razem „zaskoczymy”. Wciąż jednak się nie udawało. Zaczęliśmy więc panikować, popatrywać na siebie z wyrzutem i bezradnością. „Może coś robimy nie tak?” – zadawaliśmy sobie wieczorami pytania. Zupełnie, jakby w tej kwestii potrzebna była jakaś szczególna, akademicka wiedza. Z czasem bliżsi i dalsi znajomi wiedzieli już, że staramy się o dziecko. Coraz częściej ludzie, nawet tacy, z którymi widywaliśmy się zaledwie kilka razy w roku i to przelotnie, zadawali nam obcesowe pytania: „To jak? Kiedy wreszcie podzielicie się dobrą nowiną?”. Reagowaliśmy z Adamem na te przejawy wątpliwej życzliwości z coraz większą nerwowością. Skutek oczywiście był taki, że zaczęto szeptać za naszymi plecami, obdarzać nas pobłażliwymi, pełnymi wyższości, a w najlepszym wypadku zabarwionymi litością uśmiechami. Miałam tego serdecznie dość. Czułam się napiętnowana, gorsza. Wychodząc na ulicę, dostrzegałam tylko same kobiety w ciąży, albo szczęśliwe mamusie dziarsko popychające dziecięce wózki. „Dlaczego im się udało, a mnie ciągle nie?” – zadręczałam się bezsensownymi rozważaniami. Narastały we mnie gorycz i zazdrość. Tak silne, że będące w stanie stłumić radość z udanego przecież życia, a nawet miłość do męża. W końcu uznaliśmy, że nie poradzimy sobie sami. Poszliśmy do lekarza. Najpierw zbadałam się ja, potem Adam. – Z punktu widzenia klinicznego, nie widzę żadnych przeszkód – oznajmił po kilku tygodniach pan doktor, któremu dostarczyliśmy wyniki badania moich hormonów i jakości spermy Adama, morfologię, USG narządów rodnych itp. – Jak to więc możliwe, że wciąż nie możemy mieć dziecka? – obruszył się mąż. – Może coś jednak pan przeoczył? Lekarz pokręcił głową. – Cóż, tak się czasami zdarza, że choć nie ma przeciwwskazań medycznych, para ma problem z poczęciem. Może powinniście zasięgnąć porady innych specjalistów? Poszliśmy więc z mężem na psychoterapię, odwiedziliśmy seksuologa, zgłosiliśmy się nawet do dietetyka, który opracował dla nas specjalną, bogatą w selen i kwasy omega-3, dietę. Dziesiątki godzin spędziliśmy na odpowiadaniu na bardzo osobiste pytania i roztrząsanie z psychologiem najbardziej dla nas intymnych kwestii. Całe nasze pożycie podporządkowaliśmy wyłącznie jednemu celowi (seks tylko w dni płodne, po akcie leżenie z nogami w górze, aby nasienie męża spłynęło tam, gdzie trzeba). Wydaliśmy fortunę na suplementy diety, podręczniki oraz… testy owulacyjne. I nic. W końcu zaczęliśmy mieć tego dość. Coraz bardziej obwinialiśmy siebie nawzajem, kłóciliśmy się z byle powodu, miłość, bliskość i seks kojarzyły się nam wyłącznie z niepewnością i stresem. A przede wszystkim – z nieustannym pasmem porażek. Nasze małżeństwo przeżywało poważny kryzys, raz i drugi w naszych sporach padło słowo „rozwód”. I wtedy w mojej pracy zorganizowano imprezę integracyjną. Nie chciałam na nią iść, nigdy nie przepadałam za takimi spędami, ale kierownictwo dało do zrozumienia, że spodziewa się stuprocentowej frekwencji. Cóż, trudno. W piątek po pracy stawiłam się więc karnie na miejscu zbiórki pod naszym biurowcem, gdzie już czekały na nas autokary. Pojechaliśmy za miasto. Do dużego centrum wypoczynkowo-rekreacyjnego ze stajnią, wozownią, miejscem na ognisko, parkiem linowym, kompleksem hotelowym oraz z wielkim, urządzonym w rustykalnym stylu tanecznym klubem, w którym bar miał chyba ze sto metrów. Noc z piątku na sobotę minęła spokojnie Panowie tylko trochę hałasowali na korytarzu – oni też byli skonani po całym tygodniu pracy po 12 godzin na dobę, ale już nazajutrz zaczęły się obowiązkowe atrakcje. Najpierw, aż do obiadu, męczyliśmy się w parku linowym. Potem była przejażdżka bryczkami wokół jeziora i ognisko z pieczonymi kiełbaskami. Aż w końcu nadszedł wieczór i tańce. Jak to się stało, że wylądowałam w pokoju Andrzeja? Sama nie wiem! Pewnie za dużo wypiłam, być może dała o sobie znać ukryta głęboko w sercu uraza do męża. Tak czy inaczej – poszłam na całość. Pierwszy i jedyny raz od dnia ślubu! A kiedy to się stało, a ja nieco wytrzeźwiałam, z przerażeniem uciekłam do swojego pokoju. Dla Andrzeja, naszego biurowego przystojniaczka i lowelasa, była to oczywiście tylko niezobowiązująca przygoda. Po powrocie do pracy nawet się nie zająknął na temat tego, co się stało i bezczelnie adorował w mojej obecności inne dziewczyny. I dobrze! Nie chciałam żadnego romansu. Czułam się winna, zbrukana. Zastanawiałam się, czy powiedzieć Adamowi, co zrobiłam. Z tymi wątpliwościami zmagałam się przez kilka tygodni. I kiedy wreszcie postanowiłam przyznać się do wszystkiego, a potem błagać męża o przebaczenie… zorientowałam się, że jestem w ciąży. Rany! To musiało być dziecko Andrzeja! Z mężem, po paśmie nieudanych prób i wielokrotnych scysjach o byle co, już dawno przestaliśmy się kochać. Byłam zdruzgotana… Długo biłam się z myślami, aż wreszcie podjęłam decyzję. Skłamię mężowi, że to jego dziecko. Teraz, trzy lata po urodzeniu Julki, wszystko na to wskazuje, że postąpiłam najlepiej, jak można było w tej sytuacji. Nasz kryzys małżeński został zażegnany, a Adam okazał się cudownym ojcem. Jest dumny z córeczki, poświęca jej mnóstwo czasu, daje miłość i poczucie bezpieczeństwa. Wspaniale odnalazł się w nowej roli, a co więcej – znowu jest dla mnie czułym partnerem i romantycznym kochankiem. Przestaliśmy się kłócić, zupełnie zapomnieliśmy, że kiedyś mówiliśmy o rozwodzie. A więc wszystko się dobrze skończyło? Nie. Bo z czasem moje wyrzuty sumienia zamiast zanikać, stają się coraz silniejsze. Czuję się fatalnie, wiedząc, że oszukałam męża. Dręczy mnie straszne poczucie winy. Doszło do tego, że całkiem poważnie rozważam, czy o wszystkim mu nie opowiedzieć. Wiem oczywiście, że w ten sposób zburzyłabym bezpowrotnie spokój naszej rodziny. Skrzywdziłabym córkę, męża i siebie. Rozbiłabym nasz związek. Ale ciężar tajemnicy, którą w sobie noszę, z każdym dniem staje się coraz bardziej nieznośny. Co mam robić? Agata, 33 lata Czytaj także: „Rodzice zajmowali się mną z obowiązku, nie z serca. Nawet mojego syna matka traktowała jak niechcianego wnuka” „W domu czułam się jak w cyrku. Miałam ochotę uciec od płaczących dzieci, zamknąć się w łazience i przeczekać najgorsze” „Od lat nie mogę pozbierać się po poronieniu. Wybierałam już ubranka i wyobrażałam sobie, jaką będę mamą”