Posty: 1. Osoba pijana w domu a wezwanie Policji. Witam, Mieszkam w mieszkaniu lokatorskim. Po śmierci mamy w wyniku prawy sądowej prawa do tego mieszkania otrzymałyśmy ja z siostrą, mój żyjący ojciec zrzekł się praw do tego mieszkania. Ojciec jest alkoholikiem, w roku 2006 jeszcze przed śmiercią mamy został wymeldowany z tego Toppery odmieniły moje życie To dzięki nim nie boję się wychodzić z domu, nie muszę już myśleć o moich prześwitach, mam je w nosie Pogodziłam się z tym i jest mi lżej Tego samego życzę Tobie Kochana www.hairlux.pl #hairluxpl #toppery #hairtutorial #hairstyle #włosy #polishgirl #łysienieandrogenowe #lysienieplackowate # wychodzić stopniowo. najpierw popatrz przez okno..długo. później wystaw głowę przez okno, później dłuższa wizyta na balkonie. z czasem odważysz się wyjść na klatkę/przed dom Ten problem przekłada się na życie codzienne, boję się wszystkich mężczyzn, których spotkam. Nie ufam im. Jestem 16-latką, jako… Czy leki emanera i sertagen oraz artigo mogę łączyć Po 23 latach wyszłam z bulimii dzięki zrozumieniu, że to nie choroba tylko nałóg i ode mnie zależy czy w tym tkwię. W dalszym ciągu nie można wychodzić z domu z wyjątkiem: dojazdu do pracy. Jeśli jesteś pracownikiem, prowadzisz swoją firmę, czy gospodarstwo rolne, masz prawo dojechać do swojej pracy. Masz również prawo udać się po zakup towarów i usług związanych ze swoją zawodową działalnością. wolontariatu na rzecz walki z COVID-19. Skąd się biorą pająki w domu? Uważa się, że pająki pojawiają się w miejscach zaniedbanych i zapuszczonych. To jednak nie do końca prawda — pająki do domu przyciąga bogaty zasób pożywienia, czyli insekty: mrówki, muchy, komary, rybiki. Jesienią stawonogi przedostają się do mieszkań w poszukiwaniu schronienia przed mrozem. Czasem nie musisz wychodzić z domu, żeby znaleźć swoje hobby. Jeżeli Twoja nowa pasja Cię pochłonie, możesz ją zamienić w całkiem intratny biznes. Sprawdź również: Bądź na czasie i uprawiaj stretching, czyli ćwiczenia rozciągające! Zapomnij o nudzie! Wolny czas spędzaj produktywnie i rozwijaj się każdego dnia! Nie nudź się! Najpierw zniknęła weranda, później taras, na końcu schody. Pojawiła się za to barierka zabezpieczająca drzwi. Żeby wyjść z domu Jerzy z Saskiej Kępy, musi używać drabiny. Tłumaczenia w kontekście hasła "ludzie coraz mniej będą wychodzić z domu" z polskiego na hiszpański od Reverso Context: Tłumaczenie Context Korektor Synonimy Koniugacja Koniugacja Documents Słownik Collaborative Dictionary Gramatyka Expressio Reverso Corporate Szczeniak sam w domu. Gdy do naszego domu trafia szczeniak zwykle poświęcamy mu całą swoją uwagę. Chcemy, by czuł się u nas bezpiecznie i by niczego mu nie brakowało. Często bierzemy urlop w pracy, by każdą chwilę spędzać z pieskiem. A gdy urlop się kończy… szczeniak zostaje sam w domu na wiele godzin. bCRg. Nie wiedziałam, że można tak zwariować ze szczęścia. Dwie kreski na teście ciążowym oznaczały koniec kilku miesięcy badań, pomiarów, starań i zastanawiania się, czy tym razem się uda, czy nie. To był jeden z tych dni, które zachowuje się w pamięci na zawsze. Zaczęłam łykać witaminy i wymiotować całymi porankami. Nie narzekałam, nawet wtedy, kiedy czułam, że mój organizm próbuje przekręcić się na lewą stronę. To minie, myślałam. I rzeczywiście, po sześciu okropnych tygodniach minęło. Mogłam wrócić do normalnego rytmu dnia, uśmiechu na twarzy i dumy z bycia kobietą, bo nosiłam w sobie taki cud. Dwunasty tydzień to pewna granica. Czekaliśmy na nią, chcąc dopiero po jej przekroczeniu chwalić się całemu światu, otwarcie i oficjalnie. Poszliśmy na USG, żeby usłyszeć bicie serca i sprawdzić, czy z dzieckiem wszystko w porządku. Zaraz po wizycie zamierzaliśmy rozsyłać zdjęcia do bliższych i dalszych krewnych oraz przyjaciół, żeby cieszyli się razem z nami. – Proszę bardzo, mamy naszego maluszka… – powiedziała lekarka, patrząc w ekran. – A to jego serduszko… – nacisnęła guzik i z głośnika popłynął szybki, miarowy dźwięk bicia serca naszego dziecka. Obraz mi się zamazywał przez łzy. Marek siedział obok mnie, patrzył na ekran i śmiał się, ale zauważyłam, że on też ociera oczy. – No, drodzy rodzice, nagle zaniemówiliście? Każdemu odbiera głos w takiej chwili… – pani doktor uśmiechała się miło i żartowała, zapisując kolejne zdjęcia i robiąc pomiary. Naraz ona też zamilkła i już tylko przyglądała się ekranowi, na którym ja widziałam jedynie biało-czarne plamy i szare – Pani doktor? Co się dzieje? – spytałam zaniepokojona. Marek złapał mnie za rękę. Cisza w gabinecie była przerażająca i przedłużała się. Trwała i trwała, strącając mnie w nieskończoną otchłań lęku. W końcu lekarka odłożyła sondę i wyłączyła aparat do USG. – Bardzo mi przykro, ale płód nie ma wykształconych kończyn dolnych. Brak mu też kości nosowej. Nawet trzy procent zdrowych dzieci jej nie ma, ale… – pani doktor zawiesiła głos – to raczej nie ten przypadek. – Jak to nie ma wykształconych kończyn dolnych? To znaczy, że nasze dziecko nie ma nóg?! Mina lekarki nie pozostawiała złudzeń. Nie było dobrze. – Brak kości nosowej martwi mnie bardziej. To najczęściej oznaka kilku zespołów, które pojawiają się w okresie płodowym, ale tu trzeba będzie wykonać więcej badań. Nie mogłam sobie znaleźć miejsca Wróciliśmy do domu załamani. W niecały kwadrans z naszej nadziei i radości nie pozostało nic. Nie wiedziałam, co mam powiedzieć, co zrobić. Wszystko wydawało się takie nieistotne i niepoważne. Kręciliśmy się po mieszkaniu, mijając się, jakbyśmy byli dwojgiem obcych ludzi w nowym miejscu. – Będę je kochać, nawet jeśli urodzi się bez nóg. To nie koniec świata – oznajmiłam wieczorem, stawiając przed Markiem talerz z kanapkami. – Dagmara, myślisz, że ja go nie kocham? Cały czas. Brak kończyn to jedno, ale brak kości nosowej… to drugie. I tego boję się bardziej. Ja też się bałam. Mimo ostrzeżeń koleżanek, żebym nie czytała niczego w internecie przed badaniami, naczytałam się jak durna. Artykuły medyczne i fora internetowe, strony naukowe i grupy matek na Facebooku. Wiedziałam, z czym ten defekt może się wiązać. Widziałam zdjęcia. A teraz słyszałam w głowie głos, który odczytywał mi na nowo wszystko, co tam przeczytałam. To już nie był strach. Byłam przerażona. Nie mogłam skupić się na swoich obowiązkach, ani w pracy, ani w domu. Gapiłam się w telewizor albo czytałam kolejne artykuły, w oczekiwaniu na dalsze badania. Komplet wyników potwierdził to, czego obawialiśmy się najbardziej. Nie dość, że nasze dziecko nie miało nóg, to jeszcze obarczone było szeregiem wad, nazywanych zespołem Pataua. Pani doktor, która prowadziła moją ciążę, starała się być delikatna, ale takie wieści nigdy nie będą mniej okropne, bez względu na sposób ich przekazania. Podała mi pudełko chusteczek i przytuliła. – Tak mi przykro… Ja o wszystkich dzieciach moich pacjentek myślę trochę jak o swoich wnukach, więc żal mi w takim przypadku i dziecka, i rodziców. Życie nie zawsze bywa sprawiedliwe i piękne. Musi pani ochłonąć, porozmawiać z mężem, czy chcą państwo kontynuować ciążę, czy… nie. Odruchowo położyłam dłoń na brzuchu, jakby chciała mi odebrać dziecko już teraz, w tej chwili. Czy mogłam coś zrobić lepiej? Wróciłam do domu, nie widząc nic po drodze. Byłam jak zombie. Przepłakałam kilka godzin, czekając na Marka, z którym nie chciałam rozmawiać przez telefon. To nie był temat do szybkiego sprawozdania przez słuchawkę. To był temat do długiej, ciężkiej rozmowy i płakania we dwójkę. I tak właśnie było. Rozmawialiśmy bardzo długo. Nie tylko tego dnia ani następnego. Zastanawialiśmy się, dzwoniliśmy do szpitali, pytaliśmy i słuchaliśmy skomplikowanych wypowiedzi ludzi mądrzejszych w tej kwestii od nas. Ludzi, którzy po przejrzeniu wyników kręcili głowami i wzdychali ze współczuciem. Szukałam przyczyny, pytałam, czy mogłam zrobić coś lepiej, więcej, dokładniej, łykać witaminy, ćwiczyć… Za każdym razem słyszałam to samo: nic nie mogłam zrobić. To po prostu przypadek. Tragiczny błąd matki natury, taki mały, ale przerażający w skutkach nadmiar – zamiast dwóch kopii chromosomu dała naszemu dziecku trzy. Skazała je tym samym na cierpienie, ból, strach i nieuniknioną śmierć. Średnia długość życia dzieci z tym zespołem wad to trzy lata. Naszemu nie dawano nawet tyle czasu. A jeśli w ogóle urodziłoby się żywe, wiodłoby swoją egzystencję głównie w szpitalu, od jednej operacji do drugiej. Tak, egzystencję, bo takie dzieci są ciężko upośledzone umysłowo. Zasłaniałam brzuch, próbując chronić moje maleństwo przed tymi wizjami i przewidywaniami, ale musiałam dać za wygraną. To nie była kwestia zorganizowania zbiórki pieniędzy i operacji za wielką wodą, skąd moglibyśmy potem słać podziękowania za uratowane życie dziecka… Podjęliśmy z Markiem najtrudniejszą decyzję w naszym życiu. Zdecydowaliśmy się na terminację ciąży, czując, że to mniejsze zło, że dzięki temu nasze dziecko nie będzie cierpiało tygodniami, miesiącami. Oszczędzimy mu wkłuć, operacji, kolejnych zabiegów, bólu, który my też byśmy czuli, patrząc, jak ono się męczy. Tak, chciałam też oszczędzić sobie pytań o imię maluszka, o to, czy kupiłam już wózek, czy mam już w domu te słodkie, maleńkie ciuszki. Czy pokój będzie różowy czy niebieski. Czy można dotknąć brzucha, by poczuć, jak kopie. Co miałam powiedzieć? Nie kopnie, bo nie ma nóg, a także nosa i kilku innych przydatnych narządów, za to natura dała mu dodatkową kopię chromosomu?! Nigdy o nim nie zapomnimy Bałam się tego dnia. Dnia, w którym pojawi się pustka. Zniknie nasza nadzieja, nasza kruszynka, na którą tak bardzo obydwoje czekaliśmy. Lekarze starali się zrobić wszystko, żeby zmniejszyć naszą traumę, ale i tak popłynęło mnóstwo łez. Kiedy prosiłam, aby pokazano mi moje dziecko, pielęgniarka uścisnęła moją dłoń i pokręciła głową. – Proszę myśleć, że to najpiękniejsze dziecko na świecie – powiedziała tylko. W jej oczach było tyle zrozumienia i współczucia, że nie upierałam się. Dom, mimo że przecież nigdy nie było w nim dziecka, stał się nagle pusty i wielki. Na szczęście mieliśmy siebie nawzajem i staraliśmy się powoli odbudowywać nasze życie. Dzień po dniu, miesiąc po miesiącu, rok po roku. Zapomnieć nigdy nam się nie uda. Zresztą wcale nie chcę zapomnieć. Ból zawsze będzie się pojawiał wraz z myślą o nim, moim synku. A jednak stawiam kolejny krok. I następny. Idę naprzód. W nowy dzień, w przyszłość, która na mnie czeka. Do dziś powiedziałam o tym niewielu osobom. Część z nich uznała mnie za morderczynię własnego dziecka i odwróciła się do nas plecami. Ich wybór. Ja dokonałam swojego i nie czuję się winna. Czuję potworny smutek i dojmujący żal z powodu losu, który ograbił mnie z możliwości patrzenia, jak moje dziecko rośnie, rozwija się, uczy nowych rzeczy, śmieje się do mnie, mówi: mamo… Wierzę, że jedyne, co mogłam zrobić dla tej istotki jako jego mama, to zaoszczędzenie jej bólu. Nikt nie powinien się rodzić tylko po to, by cierpieć. Dagmara, 35 lat Piszemy też o: „Urodziłam dziecko z gwałtu, bo rodzice nie zgodzili się na aborcję. Gdy patrzę na twarz Adrianka, widzę mojego oprawcę” „Mój syn zachorował na białaczkę. Musiałam odnaleźć wakacyjną miłość, bo tylko on mógł uratować moje dziecko” „Zadłużyliśmy się na 100 tys. zł, a in vitro nie zadziałało. Popadłam w depresję. Straciłam już nadzieję na bycie mamą” Boję sie wychodzic z domu. - maka - 14 Lis 2008 Jesli ktoś ma podobny problem fajnie by bylo pogadac. Od dluzszego czasu nie wychodze z domu. Dokladniej zapuszczam sie najdalej na 100m +- poza ogrodzenie domu. Dalej nie dojde. Trudno mi opisac uczuci leku jaki mi wtedy towazyszy. Wiem jedno, musze byc blisko domu, to moj punkt odniesienia. Zawsze mialam problemy z nerwica ale to... Nawet jazda samochodem budzi strach. Zaczelo sie od napadow paniki w rożnych miejscach poza domem. Teraz lecze sie i chodze na psychioterapie. Takie Zycie jest nie do zniesienia. Nic nie moge sama zrobic, ani pojsc po zakupy ani do fryzjera. O pracy nie wspomne. Mam teraz malutkie dziecko i z wuzkiem krece sie tylko kolo domu. Tragedia. Jak z tym zyc? Re: Boję sie wychodzic z domu. - Sosen - 14 Lis 2008 Żyć chyba ciężko. A leczyć to już chyba sprawa twojego terapeuty. Jak każde zaburzenie lękowe można z tego wyjść. Re: Boję sie wychodzic z domu. - maka - 14 Lis 2008 no nie wiem. Czasami mam watpliwosci. To juz tak dlugo trwa.. Re: Boję sie wychodzic z domu. - nenette - 14 Lis 2008 czesc maka rozumiem Cie doskonale cierpie na to samo, to strasznie wyniszczajace. raz przez miesiac ani razu nie wyszlam z domu (a mam 18 lat). mam wielki problem zeby wyjsc gdziekolwiek- nie tylko do szkoly, ale tez na impreze, zwykle spotkanie ze znajomymi, nawet do ksiosku, fryzjera do sklepu przy mojej ulicy po chleb doslownie gdziekolwiek. kazde wyjscie to wielka wyprawa do ktorej zbieram sie caly dzien, a czasem wiele miesiecy. teraz wychodze praktycznie tylko na terapie raz w tygodniu. moja pani psycholog oprocz terapii zaproponowala wizyte u psychiatry, ktory mam nadzieje przepisze mi leki pomagajace na takie stany lekowe- podobno w przypadku fobii spolecznej najskuteczniejsze lecznie to terapia plus leki, ale to tez sprawa indywidualna. jednak jesli chodzisz tylko na terapie to mozesz spytac psychologa co sadzi o braniu lekow w Twoim przypadku, moze one by Ci pomogly? pozdrawiam cieplo Re: Boję sie wychodzic z domu. - shade - 14 Lis 2008 gdyby nie szkoła, to też siedziałabym cały czas w domu, pewnie da się to wyleczyć, ja nie próbowałam, ale może jednak watro byłoby spróbować.. Re: Boję sie wychodzic z domu. - Naturelle - 14 Lis 2008 także boję się wychodzić z domu...tzn. od 2 miesięcy mniej, bo także leczę się czyli - terapia + leki i mogę wyjść bez płaczu, lamentu i rezygnacji - tak jak to było wcześniej. nadal mam paraliżujące uczucie ale nie jest to już nie do przezwyciężenia. kiedy potrafiłam tydzień przesiedzieć w domu i nawet nie móc wyjść po bułki za róg.... to tak boli, wiem... z tym nie można zyć. z tym trzeba walczyć i tyle. narazie wraz z psychologiem walczę o to abym nie bała się siedzieć w tramwaju... ,masakra, ale może pomoże? trzymaj się i lecz. z tym sama sobie nie poradzisz. lęk trzeba przezwyciężać a nie sobie "odpuszczać" Re: Boję sie wychodzic z domu. - maka - 15 Lis 2008 ja biore lek, nazywa sie "paro merck" bo do psychiatry tez chodze. ale to dopiero od miesiaca. przed kazdym wyjazdem z domu wspomagam sie dodatkowo hydroxizina. Re: Boję sie wychodzic z domu. - nenette - 15 Lis 2008 robisz wszystko co mozesz wiec na pewno bedzie lepiej, w kazdym razie mi tak mowi sztab ludzi zajmujacych sie moja chora psychika czyli znajomi rodzina i psycholog. Re: Boję sie wychodzic z domu. - Victor Mancini - 15 Lis 2008 styczen, luty, i kawalek marca tego roku. Agorafobia na maksa. Tylko po zakupy w kapturze. Zazegnana na dzien dzisiejszy. Re: Boję sie wychodzic z domu. - maka - 15 Lis 2008 To super, gratulacje , jak ci sie to udało? hock: Re: Boję sie wychodzic z domu. - Victor Mancini - 16 Lis 2008 paroksetyna, psycholog i Bog. Re: Boję sie wychodzic z domu. - eric - 16 Lis 2008 Ja mimo fobii nie boje się wychodzić z domu, mimo to i tak rzadko wychodzę bo po prostu nie mam po co, chyba że jade rowerem 5km na osiedle gdzie znam 1 osobę z klasy (też FS) i kilku jego kolegów i tam sie "zabawić" ale ty raczej ogranicza się do ciepłych miesięcy, poza tym tylko szkoła i czasem jak mi rodzice każą iść po zakupy. Re: Boję sie wychodzic z domu. - maka - 16 Lis 2008 to i tak jewstes dobry. ja nie dałabym rady. bynajmniej teraz. moze za jakis czas. mam nadzieje. modle sie o to. trezeba czasu. wierze w to. Re: Boję sie wychodzic z domu. - Victor Mancini - 16 Lis 2008 Fobia Spoleczna i Agorafobia nie sa tozsame. Re: Boję sie wychodzic z domu. - Mursilis - 17 Lis 2008 Ja tez mam z tym problem. W wakacje nie wychodziłem w ogóle z domu, tylko do kiosku. Od pażdziernika jeżdżę na uniwerek na drugi koniec miasta, a to mnie szczególnie przytłacza jeszcze jak zajęcia mam w różnych godzinach i muszę krążyć tam i z powrotem. Ogólnie czuję sie trochę gorzej teraz Re: Boję sie wychodzic z domu. - maka - 17 Lis 2008 Boze, to i tak cie podziwiam. Ja bym nie dała rady. Jutro mam wizyte u psychiatry i psychologa. Ide z obawami i nadziejami. Ide -jade, moj mąz sie specjalnie zwalnia z pracy zeby mnie tam dostarczyc i poczekac bo przeciez ja nie dam rady sama. Jestem totalnie od niego zalezna i widze jak go to meczy. A szpital mam naprawde blisko. Koszmar. Re: Boję sie wychodzic z domu. - jestem sobie - 06 Lut 2009 maka napisał(a):Jutro mam wizyte u psychiatry i psychologa. Ide z obawami i nadziejami. Ide -jade, moj mąz sie specjalnie zwalnia z pracy zeby mnie tam dostarczyc i poczekac bo przeciez ja nie dam rady sama. Jestem totalnie od niego zalezna i widze jak go to meczy. A szpital mam naprawde blisko. Koszmar. Maka, naprawdę ci współczuję. Miewam takie okresy. Czasem jest to bardziej nasilone, czasem mniej. Tak ogólnie to właśnie ostatnio mnie denerwuje ta zależność od męża. No, kobieta w kwiecie wieku, a tu numery jak u dziecka. Czy mogę zapytać czego się boisz kiedy jesteś poza domem? Czy masz jakieś konkretne myśli, które powodują te lęki? Re: Boję sie wychodzic z domu. - Rumbajło - 06 Lut 2009 nie miałem nigdy agarofobii, jeśli nie wychodziłem z domu, to dlatego, że bałem się ludzi i bardzo się stresowałem; wydaje mi się, że było to skutkiem braku nawyku; jeśli teraz nie wychodzę, to dlatego, że nie mam dokąd Re: Boję sie wychodzic z domu. - jestem sobie - 06 Lut 2009 A ja nie umiem do końca rozeznać przyczyny mojego lęku. Przede wszystkim nie do końca rozumiem chyba agorafobię. Jeśli chodzi o lęk związany z wychodzeniem z domu, to ja się między innymi boję, że coś mi się stanie na ulicy i - no nie wiem - zasłabnę i będzie wielkie widowisko. Ale też boję sie, że mogłabym umrzeć na ulicy i nikt by mi nie pomógł. To znaczy nie pomógł by mi zanim bym jeszcze umarła. Ale najbardziej chyba boję się robić widowisko. Zdarzyło mi się kilka razy, że zasłabłam na ulicy i bardzo się tego wstydziłam. Potem zaczęłam się bać wychodzenia, bo bałam się, że to się powtórzy. Re: Boję sie wychodzic z domu. - Niered - 07 Lut 2009 a czym to zasłabnięcie mogło być spowodowane? Re: Boję sie wychodzic z domu. - jestem sobie - 07 Lut 2009 Wydaje mi sie, że zbyt wysoka temperaturą. Ale wiesz, ważne jest dla mnie co mi się potem uruchamiało - ano skojarzenie i już jak tylko było za gorąco to ja w lęku, że zasłabnę i zrobię widowisko. No bo trzeba być zawsze zwartym i gotowym do działania, a ja nie jestem no i robię z siebie pośmiewisko i przedstawienie. Ale też może miałam jakieś lęki, których nie umiem sobie skojarzyć. Wiesz, jakaś myśl powoduje jakieś emocje. Na razie nie umiem uchwycić nic więcej poza tym, co napisałam w poprzednim akapicie. Liczę na to, że jeśli jest jakieś drugie dno moich zasłabnięć i lęków to może tutaj z wami je odkryję i usunę. Ha, tak mi się marzy. Re: Boję sie wychodzic z domu. - malamutek - 10 Mar 2009 Fobia społeczna często lubi iść w parze z agorafobią. Wiem coś o tym. Też miałam momenty, gdy bałam się wyjść z domu. Mój pokój był moim azylem, jedynym miejscem gdzie czułam się naprawdę bezpiecznie.. Żeby z tym walczyć kupiłam sobie... psa. To obowiązek, trzeba z nim wychodzić, czasem pojechać do weterynarza. Mam go 5 lat. Codziennie mam powód by wyjść z domu. Udało mi się zrobić prawo jazdy, ale ile stresu i potu mnie to kosztowało wiem tylko ja. No i może wy? Bywa ciężko, ale warto iść do przodu.. Pomalutku. Małymi kroczkami, ale do przodu. Re: Boję sie wychodzic z domu. - Danika - 11 Mar 2009 Na początku miałam to samo. Strach przed wyjściem, ale z czasem jak brałam leki chodze wszędzie. Oczywiście pojawiają się lęki, ale jakoś radzę sobie z nimi. Bywają dni kiedy boję się iśc gdziekolwiek choćby i blisko domu. Niestety taka nasza okropna dolegliwośc... . Re: Boję sie wychodzic z domu. - Aja101 - 11 Mar 2009 Leki biorę dopiero tej pory unikałam dużych sklepów,kościoła, robiło mi się słabo,gorąco .Mam nadzieję,że po lekach to długo rwa taki leczenie fobi? Re: Boję sie wychodzic z domu. - Sosen - 11 Mar 2009 Zazwyczaj leki w przypadku skuteczności bierze się przez 6 miesięcy. Wtedy można odstawić i efekt utrzymuj się jeszcze potem. Ile się on utrzyma zalezy od osoby. Ale nie słyszałem o osobie wyleczonej z fobii za pomocą leków, tzn że brała przez jakiś czas odstawiła i fobia nie wróciła. Co jak co, ale to są substancje psychoaktywne i działają okresowo. napisał/a: natala597 2014-04-25 23:12 Mam na imię Natalia. Chodzę do pierwszej klasy gimnazjum. Zacznę od początku.. Za czasów, gdy nie chodziłam jeszcze nawet do przedszkola, było wszystko w jak najlepszym porządku. Miałam wielu kolegów, wiele koleżanek. Moje życie było wtedy według mnie rajem. Zdanie zmieniłam jednak, gdy zaczęło się przedszkole.. Nie chodziło o to, że płakałam w związku z braku rodziców obok. Od samego początku dzieci wyśmiewały się ze mnie, wymyślały głupie historyjki czy groziły. Nie miałam już wtedy nikogo, prócz jednej przyjaciółki (była 3 lata starsza) i rodziny. Gdy powiedziałam rodzicom, a następnie Oni dyrektorce przedszkola, skutków nie było żadnych.. Idąc do szkoły podstawowej grupa przedszkolna szła do jednej klasy, jednakże dodatkowo, jak przystało, dochodziły inne osoby. Ciągnął się ten sam koszmar. Wszyscy mnie nienawidzili, choć nic nie zrobiłam. Wyzywali mnie, znów zmyślali historyjki, grozili, a nawet wygadywali głupstwa swoim rodzicom.. Wszystko przez dwie najlepsze przyjaciółeczki.. Wszystko trwało to do piątej klasy podstawówki. Dopiero wtedy odważyłam się powiedzieć wszystko mamie. Mój koszmar skończył się w połowie piątej klasy i miałam spokój aż do połowy szóstej. Od połowy ostatniej klasy zaczęłam spotykać się z jednym chłopakiem. Co prawda nie zdał, lecz był dobry. Jesteśmy razem do dnia obecnego.. Jednakże miał on już wiele dziewczyn, a raczej cwaniar, które myślą, że mogą wszystko. Utrzymywał z nimi kontakty, ale zerwał je, ponieważ stwierdził, że liczę się tylko ja. Od początku naszego związku jego byłe zaczęły się ze mnie wyśmiewać, grozić mi pobiciami itd. Przez te "królewny" nienawidzi mnie większa połowa gimnazjum. Już mnie nie dręczą, ponieważ moja mama załatwiła to wszystko z dyrektorem.. Nie wiem czy to wszystko ma jakieś znaczenie, ale od początku tej męczarni strasznie boję się wychodzić gdziekolwiek sama. Do sklepu, wyrzucić śmieci, do chłopaka, biblioteki.. boje się nawet iść do cioci, która mieszka klatkę obok.. Boję się, że po prostu ludzie napotkani na drodze zaczną się ze mnie śmiać, zaczną mnie obrażać.. Największym problemem jest jednak szkoła. Jeśli moja koleżanka, lub racze przyjaciółka nie idzie do szkoły i mój chłopak w ten sam dzień też, to robię wszystko, żeby tylko tam nie iść. Boję się, po prostu. Nie mogę zostać sama na korytarzu, czy przejść sama do innej sali, bo wpadam w panikę. Strasznie się boję wszystkich. Strasznie przerażają mnie też nauczyciele. Nie są źli, ale nienawidzę, gdy ktoś krzyczy. Umieram ze strachu, że jakiś nauczyciel zacznie na mnie krzyczeć, wybierze mnie do odpowiedzi, czy dostanę złą ocenę.. Gdy myślę, że po wolnym trzeba iść do szkoły, robi mi się słabo, trzęsę się, niedobrze mi i zaczyna mnie boleć serce. Przed każdym wyjściem z domu do szkoły mam wrażenie, że zaraz zemdleję. O moim "lęku" nic nie mówiłam rodzicom, ponieważ powiedzą coś w stylu "na pewno nie chce Ci się chodzić do szkoły, dlatego zmyślasz". Myślałam o psychologu, ale gdy ktoś się dowie, koszmar zacznie się na nowo.. Nie wiem co mam robić. Może ktoś mi coś poradzi?